niedziela, 8 lutego 2015

Piżamka dziecięca

Frankowi szyję rzadko, ma tyle ubranek że nie mieszczą mi się w szafkach, więc mój wysiłek zupełnie nie był by potrzebny. 
Wyjątek stanowią piżamy tych nie dostaje od licznej rodziny. Zazwyczaj kupuję je w LIDL-U. Z czystym sumieniem mogę je polecić, są szyte z dobrej jakości dzianiny, nie pilingu-ją się, można je spokojnie suszyć w suszarce.
Jednakże kiedy w Outlettkanin.pl znalazłam ten materiał:






Nie mogłam się powstrzymać przez jego zakupieniem, to była miłość od pierwszego wejrzenia. Kiedy go kupowałam nie wiedziałam co z niego powstanie, po prostu bardzo chciałam się stać jego posiadaczką.
Po przemyśleniu doszłam do wniosku,że ta piękna dzianina, idealnie nada się na piżamę dla Frania, a że zakupiłam dwa metry to może zostanie też na piżamę dla mnie.
Piżamkę młodego już uszyłam, moja musi zaczekać.

Wykorzystałam dwa wykroje z Burdy 10/ 2013, Z modelu 142 uszyłam spodnie (zrezygnowałam z kieszenie i imitacji rozporka) natomiast z modelu 145 uszyłam bluzkę.

Piżamę prezentuje zadowolony właściciel.
Franek zaakceptował mamine dzieło kiedy odkrył, że na piżamie jest DINOZAUR i SZERYF!




niedziela, 1 lutego 2015

naleśniki mamy muminka

Dziś chciała bym napisać o moich ukochanych bohaterach dzieciństwa, o Muminkach oraz o tym co te wesołe trolle jadały w swoim małym domku wybudowanym na kształt pieca kaflowego. Gdyby trafił się przypadkiem czytelnik nigdy nie trzymający w swojej łapce książek Tove Jansson już śpieszę z odpowiednim cytatem. 


Siedzieli we czwórkę patrząc w ogień, a Mama Muminka opowiadała im rozmaite historie. Mówiła, jak to było, kiedy była mała i Muminki nie musiały przemierzać strasznych lasów i trzęsawisk, żeby znaleźć miejsce nadające się do zamieszkania.
- W owym czasie mieszkaliśmy razem z trollami domowymi u ludzi, najczęściej za ich piecami kaflowymi - powiedziała. - Niektórzy z nas jeszcze do dziś tam są, to znaczy tam, gdzie ludzie mają piece kaflowe, bo my nie lubimy centralnego ogrzewania.
- Oni wiedzieli o was? - zapytał Muminek.
- Niektórzy tak - odparła Mama. - Przeważnie odczuwali naszą obecność jak chłodny powiew w szyję, zwłaszcza gdy byli sami."

Tove Jansson, Małe trolle i duża powódź 



Jak mawiała Mamusia Muminka: Wszystko, co przyjemne, jest dobre dla żołądka. (Tove Jansson, Mądrości z Doliny Muminków) Dlatego dziś będziemy mówić o naleśnikach! Nie byle jakich, bo naleśnikach Mamusi Muminka.

Mamusia Muminka jest dobra, kochająca i serdeczna. Jest bardzo wyrozumiała i pozwala dzieciom na wszelkie miłe psoty. Kiedy jej trochę dokuczą swoimi kłótniami czy brykaniem, pozwala im na piknik w jaskini. Muminek bardzo ją kocha. Jego Mamusia ma otwarte serce i szczodrą naturę, co najlepiej widać na przykładzie naleśników.

W tomie "W dolinie Muminków" naleśniki - duże, żółte, z konfiturami malinowymi - podaje się na śniadanie. "Poza tym była kasza z poprzedniego dnia - pisze Tove Jansson - ale ponieważ nikt nie chciał jej jeść - postanowiono schować ją na dzień następny".

Ciekawe, co z nią zrobią dnia następnego. Bo taka Filifionka z pewnością wpakowałaby ukradkiem kaszę do jakiejś zapiekanki. Ale musimy zdać sobie sprawę, że postępowanie takie absolutnie nie jest w stylu Mamusi Muminka, a kiedy już to zrozumiemy, nie zdziwi nas wspaniała scena z ostatniego rozdziału tej książki.

Mama Muminka z radości, że odzyskała torebkę (bez torebki czuła się po prostu zupełnie kim innym), urządziła wspaniały festyn sierpniowy dla wszystkich. Co prawda, zaproszeni mieszkańcy całej doliny i lasu szli na festyn niosąc jadło i napitki ("Były tam kosze przepysznych owoców i ogromne tace z kanapkami, a na maleńkich stolikach pod krzakami - orzechy w bukietach leszczynowych liści, jagody nawleczone na źdźbła traw i kłosy pszenicy") - ale Mamusia Muminka, z całego swego serca pragnąc ugościć wszystkich, "rozczyniała ciasto na naleśniki w wannie, gdyż zabrakło jej już rondli". Z piwnicy przyniosła aż 11 olbrzymich słojów konfitur. Brak danych o tym, na jakiej patelni - czy może - na ilu patelniach smażyła następnie te naleśniki.

Ale z pewnością jakoś sobie poradziła, bo bardzo to była roztropna i spokojna osoba. Wiemy tylko, że w stosownym momencie - tuż po małym przemówieniu okolicznościowym Tatusia Muminka (a ściślej: nie tyle PO przemówieniu, ile POD KONIEC przemówienia, kiedy Tatuś wdał się w rozwlekłą opowieść o tym, jak było w czasach jego młodości) - Mama Muminka spiesznie przytoczyła CAŁĄ TACZKĘ NALEŚNIKÓW!

Na taką ilość, oczywiście, proporcji odtwarzać nie będziemy, nawet gdyby nas czekał jakiś większy festyn ogrodowy. Podamy natomiast przepis na taką porcję, która powinna nasycić średnio wygłodzoną rodzinę. (Cytowany fragment pochodzi z książki Całuski Pani Darling autorstwa Małgorzaty Musierowicz)

Takimi pięknymi słowami opisała Pani Musierowicz przysmak Mamusi, więc nie pozostaje mi nic innego jak podać przepis na owe pyszności.



Naleśniki Mamusi Muminka:

Składniki:

2 szklanki mąki

2 jajka

1 i 1/2 szklanki mleka

75 g rozpuszczonego masła

3 łyżeczki proszku do pieczenia

1/3 szklanki cukru pudru

szczypta soli
Przygotowanie:

Mąkę i jajka mieszam z mlekiem i pozostałymi składnikami, na końcu dodając masło. Odstawiam na 15 minut. Ciasto smażę na suchej patelni teflonowej, bez dodatkowego tłuszczu, na średnim ogniu, tak aby dać ciastu szansę na wyrośnięcie. Delikatnie przewracam na drugą stronę, przy użyciu szerokiej łopatki. Smażę aż się zrumienią.

Smacznego.





O mnie

Moje zdjęcie
Przede wszystkim jestem mamą i to zajęcia pochłania najwięcej mojego czasu, a kiedy tylko mogę gotuje, piekę, szyje, wycinam i tworze różne mniej lub bardziej przydatne przedmioty. Napisz do mnie jeśli chcesz :) mocarska.katarzyna@gmail.com

Odwiedziło mnie...

Polskie Handmade

Obserwatorzy

Moja lista blogów